Sędziego Pawła M. złapali sklepowi ochroniarze, bo schował do kieszeni (wart niespełna 100 zł) element wiertarki i wyszedł bez płacenia za towar. W konsekwencji prawnika wyrzucono z grona sędziów. Mirosław Topyła natomiast zabrał banknot 50 zł należący do kobiety w podeszłym wieku. Za to także odebrano mu prawo do orzekania. Obie decyzje były jednak nieprawomocne i trafiły do Sądu Najwyższego. Ten w krótkim czasie wydał dwa wyroki, których treść zszokowała Polaków. Sędzia z Żyrardowa został uniewinniony, choć nie kwestionowano, że zabrał cudze pieniądze.

„Obwiniony jest osobą (…) charakteryzującą się dużym stopniem roztargnienia” – stwierdzono w uzasadnieniu kuriozalnego orzeczenia.

W wypadku Pawła M. Sąd Najwyższy potwierdził, że mężczyzna „skubnął” towar, ale karę uznano za zbyt surową – poprzestano na obniżce zarobków. I pozwolono, aby wrócił do wydawania wyroków.

„Codzienna” ustaliła, że Topyła cały czas przebywa na zwolnieniu lekarskim, kończy się ono 25 marca. Czy sędzia przedłoży kolejne?

– Dopóki to nie będzie wiadome, trudno, aby zapadały decyzje, w jakim będzie orzekał wydziale – tłumaczy sędzia Iwona Wiśniewska-Bartoszewska z Sądu Okręgowego w Płocku.

Podobny problem mają w Szczecinie, choć Paweł M. w najbliższym czasie nie włoży togi. Na razie odpoczywa po emocjach ostatnich tygodni.

– Złożył wniosek o dwutygodniowy urlop – potwierdził nam Michał Tomala z Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Kilka dni temu prezes SO Maciej Strączyński przyznał, że skontaktował się z nim Paweł M. i złożył oświadczenie, że może orzekać w każdym wydziale, do którego zostanie skierowany.

– Decyzję podejmie kolegium sądu. Na razie jednak o wyroku wiemy z mediów. Nie otrzymaliśmy formalnej informacji z Sądu Najwyższego – podkreślał sędzia Tomala.

Do czwartkowego poranka nadal jej nie było. Po pytaniach reportera „Codziennej” w Szczecinie i Warszawie, oba sądy wreszcie skontaktowały się ze sobą telefonicznie. – I sentencja wyroku została przesłana faksem – przekazał nam Krzysztof Michałowski z Sądu Najwyższego.

– Sytuacja wywołuje na początku śmiech, ale po chwili złość. Jest doskonałym przykładem, jak potrzebna była reforma sądownictwa – ocenia krótko Krzysztof Zaremba, poseł PiS‑u ze Szczecina.